Urlop macierzyński

Co by było gdyby go nie było? I kto wymyślił tą cudowną nazwę, która sugeruje, że
wypoczywasz, leżysz i pachniesz i jeszcze Ci za to płacą? ;)

Wczoraj mój synek skończył siedem miesięcy. Kiedy to minęło – nie wiem. Ciężko mi uwierzyć w to, że już tyle czasu spędziliśmy razem i pewnie nawet się nie zorientuję,
kiedy ten – cudowny z jednej strony a czasem trudny – czas się skończy.

Kiedyś wydawało mi się, że opieka nad dzieckiem jest banalnie prosta. Ulegałam sugestii pięknych obrazków mam spacerujących z dziećmi i wydawało mi się, że wtedy, kiedy ja ostro haruję w korpo, one korzystają z uroków życia, śpią do południa i „siedzą” w domu z dziećmi. Zero stresu, deadline’ów, napiętego harmonogramu spotkań, itp. Byłam przekonana, że taki styl życia nie jest dla mnie, bo na macierzyńskim można przecież umrzeć z nudów. ;) Teraz mam całkowite prawo, żeby to zdementować. Oj, z perspektywy młodej mamy wszystko wygląda zupełnie inaczej.         

            



Uśmiecham się teraz podczas rozmów z koleżankami z pracy, które nie doświadczyły jeszcze cudu macierzyństwa, które mają podobne poglądy do tych, jakie ja miałam jeszcze niedawno. Nie pouczam ich wtedy, nie strofuję, gdyż wiem, że kiedyś każda z nich (jeśli oczywiście zdecyduje się na posiadanie dziecka), przekona się sama, jak to wygląda w praktyce.

Prawda jest taka, że czas poświęcony na wychowanie dziecka, nie ma z urlopem za wiele
wspólnego. Nikt nie podaje welcome drinków, nie ma czasu na długie spanie, leżenie plackiem, oglądanie filmów i seriali, zajmowanie się sobą. Dziecko stanowi priorytet naszego świata, wszystko robi się pod kątem jego potrzeb, które są najważniejsze, ale przychodzi to bardzo łatwo. Miłość do dziecka daje ogromną energię do działania, napędza mimo wielu nieprzespanych nocy i opieki 24 godziny na dobę.

Nawet nie chcę myśleć, co by było, gdyby nie urlop macierzyński. To naprawdę doskonałe
rozwiązanie, które daje możliwość poznania dziecka, obserwacji go, uczestniczenia w wielu pięknych momentach związanych z jego rozwojem oraz przystosowania go do życia wtedy, kiedy potrzebuje najwięcej opieki i uwagi, gdyż jest od nas całkowicie zależne. Ten wspólnie spędzony czas daje poczucie bezpieczeństwa zarówno dziecku, jak i mamie. Nie zazdroszczę mamom, które muszą wrócić do pracy przed upływem ukończenia przez dziecko pierwszego roku życia. Oczywiście, każda sytuacja jest inna. Są mamy, które nie czują się dobrze w nowej roli i brakuje im kariery zawodowej na tyle, że postanawiają wrócić do pracy dużo wcześniej,
są takie, które mieszkają w wielopokoleniowych domach, gdzie mogą liczyć na duże wsparcie swoich mam i czasem jeszcze babć. Są te, które mieszkają w dużych miastach i są skazane na całkowitą samodzielność przy wieczornym i weekendowym wsparciu partnera. Jakkolwiek by nie było, nie da się zrzucić całkowicie wychowania dziecka na czyjeś barki. Żadna babcia, czy też najlepiej opłacana niania, nie będzie w stanie opiekować się dzieckiem przez całą dobę.

Urlop macierzyński jest też czasem budowania nowej tożsamości, ponownego określenia
siebie jako kobiety, partnerki, matki, pracownika oraz innych, w zależności od pełnionych życiowo ról. Wtedy też można dojść do zaskakujących wniosków, np. decyzji o porzuceniu życia zawodowego na rzecz zajmowania się domem i dziećmi, zmianie etatu na własną działalność gospodarczą, korporacji na mniej wymagającą pracę lub zatrudnienia dodatkowej osoby do opieki nad dzieckiem, żeby możliwy był pełen powrót do dotychczasowej pracy zawodowej. Nie oszukujmy się, dziecko dużo zmienia w życiu pod każdym względem. I to jest piękne, gdyż daje nam szansę na rozwój osobisty w zupełnie nowych obszarach.

Drogie mamy, korzystajcie z każdego dnia spędzonego z dzieckiem, celebrujcie go i starajcie
się nie zapominać w tym wszystkim o sobie. Życzę Wam satysfakcji i poczucia spełnienia. Pozdrawiam ciepło!