Równie ważny Tata

Dzisiaj będzie trochę prywaty. Ten wpis dedykuję wyjątkowemu mężczyźnie, który jest tatą mojego synka. Oboje mamy ogromne szczęście, że jest w naszym życiu.

Kolejny kilkutygodniowy pobyt w szpitalu – tym razem na turnusie rehabilitacyjnym – w trakcie. Było mi bardzo ciężko zdecydować o tym, że znowu opuszczę dom i moich chłopaków na tak długo, ale przekonano mnie, że muszę to zrobić. Wszystko rozumiem – muszę być zdrowa i sprawna dla dziecka, normalnie funkcjonować, samodzielnie się poruszać, jeździć samochodem, żyć tak, jak do tej pory, ale rozstanie z dzieckiem na tak długo nie jest prostą sprawą. Za nami już miesiąc rozłąki w związku z moimi pobytami w szpitalu, teraz znowu to samo… Serce mi pękało z bólu, kiedy się pakowałam, ale jak to powiedział mój rehabilitant: musisz do tego podejść jak do sytuacji ratowania życia – najpierw ratujesz siebie po to, żeby później ratować dziecko. Spakowałam więc walizkę i pojechałam do Ośrodka Rehabilitacyjnego oddalonego ponad 300 km od domu, żeby po wyjściu móc postawić wózek inwalidzki w kącie i chodzić tak, jak dawniej.

Wielokrotnie słyszę pytania: „Z kim jest teraz synek?” Gdy odpowiadam, że z najlepszym Tatą pod słońcem, widzę zdziwienie i niedowierzanie. Hola hola, w czym jest problem? Skąd wzięło się przekonanie, że mężczyzna nie potrafi zająć się dzieckiem? Powiem więcej, Tata Zaca potrafi zrobić to dużo lepiej niż niejedna kobieta. Zaskoczenie? Naprawdę, nie jest to przesadzone. Karmi, kąpie, ubiera, przebiera, bawi się z nim i wszystko to wykonuje z radością, uśmiechem i miłością. Taką opiekę można sobie wymarzyć!

Obecnie mężczyźni zupełnie inaczej podchodzą do ojcostwa niż kilkadziesiąt lat temu. To nie są już czasy „zimnego chowu”. Ojcowie mają w sobie dużo ciepła, czułości, empatii a z drugiej strony potrafią wprowadzać zasady, uczyć dziecko tysiąca różnych czynności, mają zupełnie inne pomysły na zabawy niż mamy. Dla dziecka jest to bardzo duża wartość.

Moje wejście w macierzyństwo, którego trochę się obawiałam ze względu na brak doświadczenia, było tak przyjemne i spokojne właśnie dzięki Tacie, który ma już dzieci i wiedział dokładnie co, jak, kiedy, dlaczego. Wszystko mi pokazał i wszystkiego mnie nauczył. I w ogóle się tego nie wstydzę. Dzięki temu, że od samego początku samodzielnie wychowywaliśmy naszego synka, nasza relacja miała czas na to, aby oprócz partnerstwa narodziła się w niej dodatkowa życiowa funkcja, czyli rodzice. Zdaliśmy ten egzamin na medal.

Życie trochę zaskoczyło nas moją chorobą. Stwardnienie rozsiane, które rozhulało się we mnie w ekspresowym tempie i posadziło mnie na wózek, jest dla nas próbą, ale nie taką, której nie bylibyśmy w stanie przejść. Wiem, że musi być dobrze. Jestem szczęśliwa, że mój synek w czasie mojej choroby ma opiekę kochającego Taty, wspaniałej niani, która spadła nam z nieba po długich poszukiwaniach (akurat tuż przed moją długą szpitalną rzeczywistością) oraz cudownej chrzestnej, która jest dla nas dostępna zawsze wtedy, kiedy jej pomoc jest nam bardzo potrzebna.

Mężczyźni potrafią być wspaniałymi ojcami. Widzę teraz wiele przypadków młodych kobiet, które spędzają miesiące w szpitalach a dziećmi opiekują się właśnie tatusiowie przy pomocy Niań lub Babć. Ile młodych ojców potrafi oszaleć na punkcie tych małych istot, które pojawiają się na świecie. Najważniejsze jest jednak to, żeby dać im szansę i możliwość opiekowania się dzieckiem. Nie strofować, nie oceniać jeśli przechodzą przez ojcostwo pierwszy raz. Z cierpliwością pokazywać, uczyć, wspierać i dać im szansę, aby stali się
najwspanialszymi ojcami pod słońcem.