Poszukiwania niani idealnej – vol. 3

Zaczynam dochodzić do wniosku, że normalność jest dobrem luksusowym. Sama zadaję sobie pytanie, czy to ja mam jakieś nierealne oczekiwania i idealnych niań nie ma, czy trzeba bardzo długo i żmudnie szukać, żeby kogoś takiego znaleźć.

Warszawa to duże miasto. W jednym ze znanych serwisów internetowych umożliwiających
poszukiwanie niań zarejestrowanych jest kilkadziesiąt tysięcy osób. Do tego dochodzą wszystkie Agencje opiekunek. Mimo, że skorzystaliśmy z tej, która jest uznawana za bardzo dobrą, o ile nie najlepszą, już trzeci miesiąc aktywnie kogoś szukamy. „Kogoś” w rozumieniu osoby, która wpisuje się w nasz standard i spełnia nasze oczekiwania.

Po zachwycie Nianią numer dwa, która okazała się totalnym niewypałem, przyszedł czas na
poznanie kolejnych kandydatek zarekomendowanych przez Agencję. I tak też pojawiła się Niania numer trzy. Z opisu – terminator ogarniający wszystko wokół: dzieci, dom, porządki. Wieloletnie doświadczenie zawodowe w roli niani, opieka nad dziećmi znanej polskiej piosenkarki, gromadka własnych dzieci. 45 lat, „szczera, uczciwa, zabawna, normalna – nie boi się pracy” – tak przedstawiała ją Agencja. Uprzedzę, żeby nie było cienia podejrzeń, że nie mieliśmy jakichkolwiek uprzedzeń i nie byliśmy zafiksowani, że idealna niania ma być taka i koniec i postanowiliśmy spotykać się z wszystkimi kandydatkami. Każdy człowiek może
przecież czymś zaskoczyć a każdy wiek ma swoje atuty, jak również ograniczenia. Pierwsze wrażenie: bardzo zaniedbana i co gorsze – paląca. Zapach papierosów był tak silny, że zupełnie przysłaniał wszystko inne. Rzeczywiście bardzo dyspozycyjna – 24 godziny na dobę, ale już po krótkiej rozmowie okazało się, że ma swoje własne spojrzenie na każdą sprawę i niekoniecznie byłaby w stanie dopasować się do naszego modelu wychowania dziecka czy też uznać naszą rację. Wścibska, oceniająca krytycznie zarówno sytuacje, jak również ludzi, wręcz patologiczna. Wiedziałam od razu, że nie jest to osoba, z którą jesteśmy w stanie się w
harmonii porozumieć. Pani już dziękujemy.

Niania numer cztery – 40-letnia mama trójki dzieci, która całe życie zajmowała się
wychowaniem dzieci i prowadzeniem domu.  Nieśmiała, bardzo pracowita. Mąż stracił pracę, więc chciała znaleźć jakieś zajęcie, żeby podreperować rodzinny budżet. Byłam bardzo ciekawa tego spotkania, jednak do niego nie doszło. Nerwy przysłoniły jej wszystko inne i zrezygnowała z poszukiwania pracy. Nie była w stanie wrócić do życia zawodowego po tylu latach przerwy.

Im dłużej trwały poszukiwania, tym trudniej było o entuzjazm. Nie jest to taka prosta
sprawa. Żaden kochający rodzic nie powierzy dziecka – swojego najcenniejszego skarbu – przypadkowej osobie, która w dodatku nie wzbudza jego zaufania.
Koniec. Basta.

Jakiś czas później pojawiła się Niania numer pięć – 39 lat, mama pięcioletniego dziecka, szukająca pracy na pół etatu w czasie, kiedy jej córka jest w przedszkolu. Mieszkająca
bardzo blisko nas, co było niebywałym plusem. Rozmowę przeprowadził mój partner
i od razu był na nie. Zero energii, brak elastyczności, dostępność jedynie przez cztery godziny w ciągu dnia (ani minuty więcej), żadnych godzin – nawet sporadycznie – w weekendy czy wieczorami. Chciałam sama się przekonać, jaka jest i dopytać o pewne kwestie w trakcie kolejnego spotkania, ale okazało się, że wypadły jej niespodziewanie problemy zdrowotne i przez dłuższy czas musiała pobyć w szpitalu, więc napisała nam, że nie będzie dostępna.

Byliśmy zmuszeni więc do dalszych poszukiwań.

Niania numer sześć zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie i już nawet zaczęłam poważnie ją
rozważać jako potencjalną nianię dla naszego syna (mimo, że na spotkanie z nami spóźniła się prawie dwie godziny – pomyliła drogę). 39 lat, szczęśliwa mama synka, na którego czekała kilkanaście lat. Ciepła, miła osoba, posiadająca serce do dzieci. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że mieszkała bardzo daleko od Warszawy i dojazd do nas zajmowałby jej co najmniej 1,5 godziny w jedną stronę. W związku z tym, że dojazdy byłyby dla niej dość kosztowne, zażyczyła sobie dużo wyższą stawkę, niż inne kandydatki. Z uwagi na fakt, iż
zaprowadza rano dziecko i musi je odebrać z przedszkola w miejscu swojego zamieszkania, mogłaby przychodzić maksymalnie na cztery godziny dziennie i nie byłaby elastyczna ani dyspozycyjna, podobnie jak poprzednia kandydatka. Szkoda, ale nie możemy przecież fundować dziecku stresu w postaci kilku niań. To nie my mamy się dostosowywać do opiekunki i układać pod jej dostępność czasową naszego życia, tylko odwrotnie.

Jesteśmy zmuszeni więc szukać dalej. Zamieściłam ogłoszenia, rozpuściłam wici po przyjaciołach i znajomych. Czuję pod skórą, że przez Agencję niani nie znajdziemy. Wszystkie
potencjalne kandydatki są w podobnym typie, który nie zmienia się mimo przekazywanej
przez nas informacji zwrotnej. Najlepiej byłoby znaleźć taką osobę z polecenia lub przejąć ją po jakiejś rodzinie, w której dziecko „wyrosło” z takiej opieki.

Na horyzoncie spotkanie z Nianią numer siedem, tym razem ponoć dużo starszą i bardziej doświadczoną. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Bardzo by nam się przydała pomoc. Na horyzoncie 1,5 tygodnia, które moi mężczyźni będą musieli spędzić w duecie ze względu na mój pobyt w szpitalu. Już się martwię. Mimo, że tata Zaca jest najwspanialszym opiekunem pod słońcem, byłabym o niebo spokojniejsza, gdyby mieli życzliwą pomoc. Trzymajcie kciuki za szczęśliwe zakończenie naszych poszukiwań.