Lisek Chytrusek

"No podziel się, nie bądź chytrusem!" - Czy jest wśród nas ktoś kto nie zna tych słów z własnego doświadczenia? Jakże łatwo przychodzi nam wypowiadanie słów " zachęty"  do  jakże cudownego dzielenia się własnym zasobami, zazwyczaj  bardzo  cennymi dla nas samych. Wspominamy to niemal z goryczą, z wyrzutem, z pewnym niesmakiem.

                       
Musiałam/musiałem oddać coś co było dla mnie bardzo, ale to bardzo cenne innemu
dziecku i nie rozumiem dlaczego! Dlaczego ja
musiałam/musiałem
akurat oddać? Czy to kara? Ale za co! Nie lubię
ich!

Ale jest w nas jakieś przekonanie, że dzieci powinny się dzielić swoimi rzeczami, gdy  tak właśnie postanowimy. Szczerze? Sama się złapałam na tym, że powiedziałam coś w stylu "no Jadzia,  może podzieliłabyś się?". Ale powiem Wam coś , dzieci z SI uczą nas rodziców, opiekunów ogromnej pokory, ale i otwierają oczy na wiele społecznych przyzwoleń, które nie powinny mieć miejsca w realnym życiu. Moje dziecko gdy powie nie to znaczy niezmienne NIE i koniec tematu. Pamiętam spojrzenia kilku osób mówiące coś w rodzaju " o patrz jaki chytry bachor!". Kiedyś dotykało mnie to, teraz gdy wiem, że moje dziecko po prostu mocno broni swojego terytorium, które może zostać zachwiane z niewiadomych mu przyczyn, a ono potrzebuje stabilności- stąd moja postawa, szanuję jej decyzję i nie zmuszam, nie namawiam i mam gdzieś dzikie spojrzenia obserwatorów.

   


Wyobraźcie sobie taką sytuację, siedzicie ze znajomymi w knajpie, podchodzi mama i mówi przy wszystkich:

"NO MARTA PODZIEL SIĘ SWOIM PIWEM I ODDAJ BILET NA KONCERT KOLEŻANCE BO BĘDZIE JEJ PRZYKRO!".

Jak myślicie dlaczego jako dorośli nie dzielimy się i przede wszystkim nie stawiamy siebie w takich sytuacjach? Bo to nie jest konieczne by nas przymuszano tu i teraz, prawda? To dlaczego tak często robimy to naszym dzieciom? Mam ogromną nadzieję, że również Wam otworzą się oczy i nie będziecie stawiać swoich pociech w tak niekomfortowych sytuacjach.  I wcale nie oznacza to, że wychowacie chytrusa i egoistę. Są inne metody nauczenia dziecka, że dzielenie się jest czymś bardzo przyjemnym, a nie przykrą powinnością, gdy rodzice nakazują.

Ja np. często daję Jadzi przekąski do przedszkola typu rodzynki, migdałki lub nasze wspólne wypieki i podczas pakowania plecaka rozmawiamy luźno, że może się podzielić z koleżankami lub kolegami jeśli ma na to chęć. Nie narzucam, nie nakazuję. I wiecie co? Zawsze wraca zadowolona ;) Opowiada z kim się podzieliła i jaką radość jej to sprawiło. Przyjemniejsza opcja,  prawda?

Mamy tyle narzędzi do nauczenia naszych pociech życia w grupie, relacji między rówieśnikami, rodzeństwem, a często sięgamy bezwiednie po te najmniej skuteczne, zniechęcające dziecko do działania. Powielamy błędy, powielamy znane nam doskonale zachowania. A wystarczy czasami ugryźć się w język i przemyśleć czy warto namawiać, nakazywać czy zastraszać. Jedyne co warto to pozwolić dziecku odkrywać radość dzielenia się na swój własny, no może lekko podsunięty, sposób. Sprawdzi się w 100 %.  :)

A Wy jak sądzicie :) ?


autor zdj: Alastair Marsh


Wasza M.