Hity pierwszego półrocza

Zanim dziecko pojawi się na świecie, zawsze pojawia się sporo pytań o to, co powinniśmy mieć, kupić, na co się przygotować. O wyprawce pisałam już jakiś czas temu, dzisiaj będzie o tym, co sprawdziło się u nas najbardziej i bez czego nie wyobrażalibyśmy sobie tych pierwszych miesięcy życia Zaca.

  • Kokon niemowlęcy firmy Tiny Star – używaliśmy go bez przerwy przez
    pierwsze cztery miesiące życia Zaca. Zakup doskonały! Jako, że maluch spał z
    nami w łóżku przez ten początkowy okres, mieliśmy pewność, że jest bezpieczny,
    bo ma własną przestrzeń i nie zostanie przygnieciony, nie sturla się, czy też
    nie zostanie zbyt mocno przysłonięty kołdrą. Dodatkowo można go zabrać
    wszędzie, bo nie zabiera dużo miejsca, więc ułatwił nam wiele wyjazdów. Dzięki
    kokonowi możliwe jest również spanie maluszka w łóżeczku, gdzie można go wygodnie
    ułożyć na boczku, co jest szczególnie ważne, jeśli niemowlę np. ulewa. Używaliśmy
    go również jako zabezpieczenie snu malucha na kanapie. Oczywiście takie
    rozwiązanie sprawdza się tylko w przypadku dzieci, które nie są jeszcze za
    bardzo ruchliwe. Gdyby nie to, że Zac jest bardzo dużym chłopcem jak na swój
    wiek i już dwa miesiące temu wyrósł ze swojego kokona, to pewnie tak szybko
    byśmy z niego nie zrezygnowali.
  • Szumiący Baranek Ewan firmy Sweet Dreamers o tym, jak Zac zareagował, gdy
    Baranek Ewan pojawił się w naszym domu, pisałam już wcześniej. Wtedy nie
    wiedziałam jednak, że zachwyt nad Barankiem będzie rósł z dnia na dzień a on
    sam stanie się najlepszym przyjacielem Zaca. Widok zasypiającego synka
    przytulającego się do pluszowego przyjaciela i głaszczącego go swoją maleńką
    rączką, jest niesamowicie rozczulający. Poza tym Ewan w jednej chwili
    zdeklasował inną zabawkę tego typu, którą już mieliśmy, czyli Szumiącego Misia
    Whisbear. Od momentu pojawienia się Ewana na horyzoncie, Miś odszedł w
    zapomnienie.

  • Gryzak Główka Żyrafy Sophie firmy Vulli – nie jestem przekonana do zabawek, które są hitami Internetu, ale w tym przypadku muszę zwrócić honor żyrafie Sophie. Jest ulubioną zabawką Zaca już od kilku miesięcy. Z uwagi na to, że jest to główka żyrafy z uchwytem w kształcie obręczy, bardzo łatwo się ją trzyma. Zac godzinami potrafi ją gryźć i się nią bawić. Był to doskonały prezent, który dostaliśmy od zaprawionej w boju babci czworga wnucząt. Wiedziała dokładnie, co zdobędzie serce malucha.

  • Mata edukacyjna Kick&Play Tiny Love – mimo, że tata Zaca był przeciwny kupowaniu zabawek tego typu, będąc w pełni przekonanym, że maluch nie będzie bawił się na macie, muszę przyznać, że sprawdziła się doskonale. Jest to jedno z niewielu miejsc, gdzie synek bawi się zupełnie samodzielnie, najczęściej rano tuż po wstaniu. Wtedy mam chwilę na to, żeby umyć butelki po nocy, ogarnąć kuchnię, złożyć pranie i wykonać wiele innych przyziemnych czynności. Na każdym etapie jego rozwoju zabawa była inna, ale ciągle znajduje coś dla siebie. Mam świadomość, że pobawi się już na niej niedługo, bo już z niej wyrasta, ale naprawdę wykorzystał wszystkie atuty i możliwości, jakie mu dała. To zabawka dzięki której dużo się dzieje. Oprócz lusterka, wiszących zabawek mata posiada elementy szeleszczące, piszczące, muzykę, która uruchamia się przy kopnięciach nóżkami i uderzeniach rączkami. Oceniam ten zakup jako zbawienny, w
    szczególności dla porządku w naszym mieszkaniu. ;)

  • Śpiworek Elodie Details – doskonałe rozwiązanie na chłodne i mroźne dni. Puchowe (kacze) wypełnienie i jakość wykonania sprawia, że Zac zasypia jak w obłoczku. Doskonale pasuje zarówno do gondoli, jak również spacerówki i napewno posłuży nam na dłuższy czas. Strzał w dziesiątkę w trakcie zimy takiej, jak w tym roku. Korzystamy z niego cały czas. Dodatkowo śpiworek posiada otwory na pasy, więc można przypiąć go do wózka. Nie był to tani zakup (używanego śpiworka niestety nie udało mi się nigdzie znaleźć), ale zwrócił się całkowicie. Ze spokojną głową można wyjść na spacer nawet w zimne i wietrzne dni.

  • Super miękki śliniak firmy BabyOno niedrogi, ale bardzo dobry produkt. Wykonany z miękkiego tworzywa, „gumowy”, dzięki czemu doskonale chroni ubranka przed zabrudzeniem, łatwo się go czyści, myje (można go nawet wrzucić do zmywarki). Dodatkowo posiada kieszonkę, która zatrzyma wszystkie spadające dziecku resztki pokarmu. Czterostopniowa regulacja zapięcia sprawia, że posłuży na dłużej i daje
    możliwość indywidualnego dopasowania śliniaczka. Bardzo polecam!

  • Produkty firmy Avent – mamy ich naprawdę sporo i nie mogę żadnemu nic zarzucić. Zarówno butelki, wymienne smoczki, elektroniczna niania, podgrzewacz i wyparzacz do
    butelek, jak również pojemnik do mleka w proszku, sprawdziły się doskonale. Używamy ich cały czas i nic się z nimi nie dzieje, nie noszą nawet jakichkolwiek śladów użytkowania. Cena odpowiednia do jakości, wszystko do siebie pasuje, więc czasem warto zdecydować się na taką „rodzinę” produktów.

  • Krzesełko do karmienia Chicco Polly 2 in 1 – z uwagi na fakt, iż można w nim
    ustawić oparcie aż do pozycji półleżącej, można zacząć go używać dość wcześnie.
    Do tego dochodzi wiele innych atutów: kilkustopniowa zmiana wysokości, kółka
    pozwalające na łatwe przetransportowanie krzesełka w inne miejsce, wyciągana
    wkładka dla bardzo małego dziecka, zmywalny materiał, który można łatwo
    utrzymać w czystości, zdejmowana tacka do karmienia, łatwe składanie na płasko
    umożliwiające bezproblemowe transportowanie, co przy aktywnym trybie życia i
    częstych wyjazdach jest bardzo ważne. Ponadto dzięki regulacji wysokości i
    zdejmowanej tacy można przysunąć krzesełko do dowolnego stołu. Zac dostał je od
    swojej Mamy Chrzestnej i był to naprawdę doskonały prezent, którego używamy
    kilka razy dziennie, także do zabawy.

  • Pieluchy tetrowe – są tacy, którzy uważają, że są passé. Moim zdaniem są ponadczasowym hitem. Sprawdzają się w wielu sytuacjach. Można położyć na nich dziecko, podłożyć pod główkę, wytrzeć buzię, przykryć malucha w bardzo ciepły dzień. Mają tysiące zastosowań. Obecnie nie trzeba decydować się na klasyczne białe, gdyż można znaleźć je w wielu kolorach i wzorach. Warto się w nie zaopatrzyć. Przydadzą się na pewno.

  • Ulubiony kocyk – podczas zakupów w TK MAXX tata znalazł kiedyś piękny, szary kocyk amerykańskiej firmy, niestety nie pamiętam jakiej, gdyż nie posiada on metki. Od pierwszego przykrycia stał się ulubionym kocykiem Zaca i wszystkie inne przestały być używane. Jest śliczny, miękki, oddychający. Muszę porywać go wieczorem, kiedy Zac zaśnie, szybko wyprać i wysuszyć, żeby na rano był już gotowy. Inaczej nie byłoby szans, żeby był czysty. ;) Warto znaleźć taki dla dziecka, gdyż jest sporo kocyków z sztucznymi
    domieszkami, pod którymi dziecko się poci. Żałuję często, że ma taki mały rozmiar,
    gdyż chętnie bym go czasem „pożyczyła”. ;)